Dziś przeprowadzam się do Seaford. Nowa szkoła, nowi przyjaciele...
Eh, będzie trochę trudno się zaprzyjaźniać. A może ktoś poprowadzi mnie w
ślady swoich znajomości, a nawet jeśli nie (choć to mało prawdopodobne,
zawsze tak mam) zyskam ten +1. Strasznie trudno jest zaprzyjaźniać się w
nowym miejscu. I nigdy nie wiesz, czy dobrze wybrałaś. Już 4 nad ranem,
dolatujemy a ja jeszcze obiecałam, że pójdę do szkoły choć zawrzeć
jakieś przyjaźnie. Tak, tylko trochę wyspana przez dzieciaka kopiącego w
fotel, mam iść do szkoły.
Lądujemy. Jestem strasznie
podekscytowana. Mam tylko pare godzin aby się przygotować i ogarnąć, jak
dojść do Seaford High School .
Gdy wyszłam z domu pędząc do nowej
szkoły ciekawa, co też się wydarzy pomimo tego wszystkiego ogarniał
mnie strach. Nie wielki, ale też nie tryskałam radością. Przekroczyłam
progi Seaford High School. Od razu skierowało się na mnie dużo
nieznanych oczu. Szłam i szłam przez dość długi korytarz, aż nagle
podszedł do mnie jakiś chłopak.
- Cześć - powiedział uśmiechnięty brunet. - Jestem Jack, a ty?
- Kim, jestem nowa w szkole. - odpowiedziałam trochę zaskoczona że ktoś zwrócił na mnie uwagę.
- To widać, zalatujesz jeszcze nowością. Jak by co, to komplement, bardzo ładnie pachniesz.
- Dziękuję - zarumieniłam się - Myślałam, że nikogo tu nie poznam.
- No widzisz. A propos znajomości, poznaj Cat, Spencera i Bree. - powiedział Jack przedstawiając mi swoich znajomych.
- Czeeść - odpowiedziała Cat słodkim głosem śmiejąc się i... bawiąc się swoimi włosami.
- Ach, Cat. Zawsze dużo powiesz. Kochani, to jest Kim, jest nowa w szkole. - przedstawił mnie Jack.
- Witaj w Seaford High School, w szkole w której się uczysz i... Bree? - odpowiedział "inteligentnie" Spencer.
- No, w sumie tylko się tu uczymy, a gdyby była to szkoła dla nastolatków z talentami, Spencer napewno byłby komikiem.
- Świetnie! A teraz może pójdziemy już do klasy? - powiedziałam i zwróciliśmy się w stronę drzwi 76.
Szkoła okazała się bardzo fajna, nie tylko ze względu na ludzi. Na dodatek Jack obiecał mi, że oprowadzi mnie po okolicy.
- To co, możemy już iść? - zapytał brunet.
-
Pewnie! Lekcje w waszej szkole były super, moja stara szkoła była na
równi z wami, dlatego mogę o niej zapomnieć. - odpowiedziałam i
weszliśmy do galerii. Było tam wiele różnych kawiarni, strasznie mi się
tam podobało.
- A na koniec, wejdźmy tu - powiedział Jack i zakrył mi oczy.
-
O łaał, ale ładne dojo! W moim mieście kiedyś chodziłam do dojo, do
Czarnych Smoków. Ale od razu gdy zdobyłam czarny pas, rzuciłam je ze
względu na sensei'a.
- Czyli mówisz, że masz czarny pas? - zapytał Jack.
- Tak, fajnie by było, jak bym mogła się tu zapisać.
- Rozwal 3 deski i jesteś w dojo - powiedział Spencer który też był tu zapisany.
Z łatwością wykonałam zadanie. To łatwe, gdy masz czarny pas.
-
Brawo, Kim! Chcesz ciastko? Hi, hi. - zachichotała Cat. - A wiesz co
jest najważniejsze w karate? Żeby uwolnić swoje cziii.. Hi, hi...
cziken!
- Dzięki Cat, jadłam dziś du... - nie zdążyłam dokończyć a Cat wepchała mi ciastko do buzi.
- Smakuje? - zapytała smutno rudowłosa dziewczyna.
- Ca... - równie szybko buzia Jacka została zapełniona ciastkami Cat i całej reszty.
- To nie było fajne - mówił dość niewyraźnie Spencer pokazując palcem na Cat.
- Ooo weź Spencer, to jest Cat. - powiedziałam z dość dziwną miną - Ona lubi eehm, ciastka.
-
Dzięki że mnie popierasz - powiedziała Valentine kładąc swoją rękę na
moim ramieniu. - A w ogóle robię dziś w moim domu wieczorek ciastek z
cynamonem! Będą fajne filmy i... ciastka! Każdy może przyjść! Hi, hi...
Nie mówcie, że nie lubicie ciastek. - rudowłosa dziewczyna dziwnie na
nas spojrzała.
- Nie noo, pewnie coś ty.. - dodawaliśmy po kolei.
- Jest tylko jeden problem - przecież jak będziemy u Cat do 3 nad ranem, to nie wstaniemy do szkoły. - powiedziałam.
-
To ty nie słyszałaś? - zapytała Bree. - A no tak, mogłaś nie słyszeć. W
każdym razie jutro nie przychodzimy do szkoły z powodu śmierci
nauczycielki. Tak, dziwne. Ale prawdziwe!
- Aha, to smutne. Ale fajnie, że możemy do ciebie przyjść, Cat. No, przynajmniej ja.
Razem poszliśmy na koktajl. Każdy brał taki, jaki chce. A było ich tam bardzo dużo. Szliśmy akurat drogą do mojego domu.
- Patrzcie - tutaj jest mój nowy dom. - powiedziałam i wskazałam wysoki, duży dom.
- O, bardzo blisko mnie - powiedział Jack - dom 124.
- Hah! Bardzo fajnie. Będę dzwonić ci dzwonkiem o czwartej nad ranem.. - zażartowałam.
- Wtedy będzie za późno bo ja zadzwonię o trzeciej! - Jack również chciał mi dopiec.
- Dobra, to może my już pójdziemy, widzimy się u mnie o siódmej. - powiedziała Cat i odeszła machając ze Spencerem i Bree.
-
Wiesz, na już 15 imprezie u Cat poznasz nasz zwyczaj.. Haha! -
powiedział Jack patrząc w prawą stronę, czyli przeciwną do mnie.
- Niech zgadnę, ten zwyczaj nie jest normalny? - zapytałam z miną ''jasnowidza''.
- No tak, ale więcej Ci nie powiem, choćbyś zrobiła nie wiadomo co..
- Aaaa, boisz się! Wiedziałam! - powiedziałam i zaczęłam szturchać Jacka, żeby się przyznał.
- Wcale nie! Nie przestraszysz mnie! - brunet zaczął się śmiać.
- Dobra, bo zejdzie nam to cały dzień. Przyjdziesz po mnie o wpół do siódmej?
- Pewnie. Tylko przypadkiem nie zapomnij...
- Nie zapomnę... Do zobaczenia! - powiedziałam i powędrowałam dumnie do mojego domu.
- Nic go nie przestraszy? - szeptałam do siebie. - Kostium!
Otworzyłam drzwi do domu. Położyłam torbę i weszłam do kuchni.
- Cześć córciu. Jak było w nowej szkole? - zapytała moja mama.
-
Było super! Poznałam bardzo fajnych ludzi wśród których była taka
Catherine która... wiesz, mogłabym ci nawijać tak pół godziny.. A propos
tej Cat, mogę iść dziś do niej na imprezę o siódmej? Nie zapominaj, że
mam 16 lat.
- Dobrze, tylko... Do której ona będzie?
- Nie wiem dokładnie do której, myślę że gdzieś ok. 4?
- A nie idziesz jutro do szkoły?
-
Jest pogrzeb nauczycielki z naszej szkoły. Okej, mogę iść? Mam do
zrealizowania pewien plan. I jeszcze... gdzie leży klucz od kufra?
- No dobrze, idź. Jak ty szybko ludzi poznajesz! Jest w górnej szufladzie w pokoju... wiesz w którym!
- Jest - powiedziałam i pobiegłam do pokoju w którym jest klucz.
- Mam go! To nadszedł czas wrobić Jacka... - myślałam.
Otworzyłam
kufer i wyciągłam wszystkie rzeczy kuriera który przywozi pizzę. Szybko
przebrałam się, wyciągłam zamrożoną pizzę z lodówki i wsadziłam ją do
piekarnika. Po określonym czasie wzięłam pizzę, wyszłam z domu i
zaczaiłam się w krzakach. Później jak gdyby nigdy nic podeszłam do drzwi
Jacka i zadzwoniłam dzwonkiem. Mama Jacka spojrzała przez wizjer.
- Jack! Przyszła pizza do ciebie! - zawołała.
Nagle z pokoju wydobył się dość zmieszany głos Brewera.
- Ale ja nie zamawiałem pizzy!
- Musiałeś bo za drzwiami stoi dostawca pizzy..
Brunet otworzył drzwi.
- Dzień dobry - powiedziałam grubym głosem.
- Dzień dobry, ale ja nie zamawiałem pizzy.. - Jack zrobił dziwną minę.
- Co z tego, w starych czasach się nie zamawiało! Ach, ta dzisiejsza młodzież..
- Nie wiedziałem.. A może w dawniejszych czasach nie było pizzy? - Jack nie dawał za wygraną.
-
Dobra dzieciak - powiedziałam, ściągnełam przyklejone wąsy i uderzyłam
bruneta w twarz - To ja, Kim! Chciałam ci wcisnąć darmową pizzę! Jak
mogłeś nie skorzystać?
- Wiedziałem, że coś wymyślisz. Naprawdę? Skąd masz ten kostium?
- Wzięłam z kufra.. Nie mam zielonego pojęcia.
- Tak myślałem. W moim domu też znajdują się rzeczy nie wiadomo skąd.
-
To może ja już pójdę.. Na darmo robiłam tą pizzę, brawo, Kim. -
uśmechnęłam się i już miałam odejść, kiedy zatrzymał mnie Brewer.
- Wcale nie! Może zjedlibyśmy pizzę razem? - zapytał.
- Jasne! Nie przeszkadza ci to, że jestem w takim stroju?
- Oczywiście, że nie. Jak by mi to przeszkadzało, to bym nikogo nie wpuścił do domu. Wchodź.
Weszliśmy z Jackiem do domu. Przyznam, że jest bardzo ładny.
Zjedliśmy moją pizzę i udaliśmy się do galerii na falafele. Musiałam już iść, żeby wybrać strój do Cat.
Przyznam, że jak na mnie, najgorzej nie jest. :) Cieszę się, że napisałam ten rozdział. Cierpliwie czekajcie na kolejny - a się doczekacie! :)